Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 maja 2016

Dyskusja o sensie istnienia, osiwiały szaleniec i tajemnicze czytanie- recenzja spektaklu "Krapp i dwie inne jednoaktówki"

                Powiada się, że teatry upadają i nie mają pieniędzy, ponieważ widownie zieją pustkami. Oj! nie widać tego. By znaleźć bilety na spektakl na wysokim poziomie (i nie tylko), trzeba długo szukać i wręcz „polować” na nie. Bo któż nie ma ochoty pójść do teatru? Może i są takie osoby, ale ja – jako osoba zakochana w teatrze – nie wyobrażam sobie, jak można nie kochać tak pięknej sztuki.
Niedawno udało mi się udać na spektakl z okazji sto dziesiątej rocznicy urodzin Samuela Becketta w Teatrze Polskim- przedstawiono w nim „Fragment dramatyczny II”, „Impromptu Ohio” i „Ostatnią taśmę”, zaś reżyserował Antoni Libera. Beckett był  irlandzkim dramaturgiem, prozaikiem i eseistą, a ponadto jednym z jedenastu irlandzkich noblistów. Jego dorobek był ogromny, a pisał on po angielsku – był to jego rodzimy język - oraz później po francusku (jako ciekawostkę mogę podać, że był potomkiem francuskich hugonotów). „Był człowiekiem niezwykłej skromności i szlachetności”- widnieje w programie spektaklu.

         

wtorek, 19 kwietnia 2016

Rude jest piękne- recenzja "Once" Johna Carneya



                Istnieją dwa rodzaje filmów- takie, które po wstaniu z fotela znikają praktycznie z pamięci i takie, o których pamięć pozostaje na długo. Przy pierwszych się relaksujemy, czasami śmiejemy, a czasami, niestety, załamujemy się jego poziomem. Przy drugich płaczemy, wspominamy, żałujemy, zazdrościmy... są po prostu piękne. Są bliskie ideału kinematografii, nieustępliwie poszukiwane przez krytyków i innych widzów. Taki też jest irlandzki „Once” Johna Carneya.

„Once” to historia dwóch ludzi- rudowłosego irlandzkiego artysty (w jego roli Glen Hansard), który pracuje jako naprawiacz odkurzaczy wraz z ojcem, i czeskiej artystki (Marketa Irglova), nie mającej stałej pracy. Spotykają się na ulicy, gdy chłopak gra na gitarze piosenkę swojego autorstwa, a dziewczyna podchodzi do niego z zainteresowaniem. Wkrótce złączy ich niezwykła więź.
Co jest niesamowitego w tym dziele, to naturalność. Przede wszystkim mówi nam o tym kamera, zdaje się ręczna, gdyż cały czas drga. „Once” może się wydać filmem amatorskim, ale właśnie taki miał być. Gra aktorów jest świetna, niesztuczna, mimo że Czeszka nawet nie jest profesjonalistką (do tego podczas produkcji miała zaledwie siedemnaście lat). Dialogi nie przypominają Szekspirowskich, zawierają czasami wulgaryzmy, jednak nie są one zniesmaczające. Często ma się odczucie, że zamiast płyty z profesjonalnym filmem, włożyło się płytę z rodzinnego archiwum.